wtorek, 12 kwietnia 2016

Rozdział VIII – Koperta

Jestem debilem i zamiast dodać rozdziały chronologicznie, przypadkiem dodałam rozdział dziewiąty jako ósmy. Brawo ja. Połapałam się po prawie dwóch tygodniach. Serio. Nie mam słów na siebie. Ten jest chronologicznie ósmy. :|
Nie mam słów obrony na swoją głupotę. To po prostu skrajny debilizm z mojej strony.



______________________________
Dzień był wyjątkowo parszywy. Lało jak z cebra, ochłodziło się, a na niebie rysowały się ciemnoszare chmury. Gdzieś w oddali dało się słyszeć pierwsze grzmoty i Varren, sam nieźle już przemoczony, zastanawiał się, czy nie przerwać zajęć.
Opuścił wzrok, spoglądając na ślizgającego się w błocie dzieciaka, który raz po raz starał się mierzyć kolejne ciosy w treningowego manekina. Rekrutów zostało tylko dziewiętnastu. Starszy Arane zdecydował się na to, by kazać adeptom ćwiczyć z kukłami, bo Dima nie miał pary. Raz zdarzyła się okazja do tego, żeby znaleźć mu kogoś do pomocy – pozbawiając przy tym życia innego dzieciaka – ale Eremtair powstrzymał go, mrucząc coś o Ilvanie.
Samo wspomnienie imienia Najwyższego sprawiło, że Varren natychmiast się pohamował. Arne nie chciał jednak powiedzieć nic więcej. Z jednej strony go rozumiał, nie wszyscy z rekrutów byli debilami pozbawionymi resztek mózgów, ktoś na pewno powiedziałby, komu trzeba. Z drugiej jednak martwiło go to, w jaki sposób Eremtair zareagował. Nagle stał się dziwnie nerwowy, uciekał wzrokiem, byleby tylko nie patrzeć w twarz przełożonemu, i starał się spędzać jak najmniej czasu w jego towarzystwie.
Normalnie, widząc, jak aspirujący do statusu pełnego oficera Eremtair gorliwie pilnował adeptów, pewnie by to pochwalił. Ale w takiej sytuacji miał tylko kolejne powody do niepokoju. Sprawa z Bilalem mogła wydostać się spod kontroli, w dodatku miał problem z Livią. O ile z nią by sobie poradził, o tyle Eremtaira na karku zwyczajnie nie chciał.
Spojrzał na jednego z adeptów, który nagle przestał ćwiczyć. Od razu rozpoznał w nim Dimę. Chłopak przyglądał mu się spode łba, szczególnie uważnie lustrując sińce i rozcięcia na twarzy. Varren zmrużył oczy oraz zacisnął mocniej usta, poprawiając chwyt założonych na piersi ramion, a adept natychmiast wrócił do poprzedniego zadania.
Starszy Arane doskonale wiedział, że to, w jakim był stanie, musiało stać się przedmiotem gorących plotek. Nair może i przywrócił go do stanu używalności, ale Varren nadal wyraźnie kulał, a kilka śladów po postrzałach oraz późniejszej bijatyce nadal pozostawało widocznych. Nie mógł na to nic poradzić, przecież Ilvan nie pozwoliłby mu przesiedzieć kilku dni w biurze, bo taką miał zachciankę.
Ku zaskoczeniu Varrena, Eremtair spojrzał na zegarek i ogłosił koniec zajęć. Arane czekał na rozwój sytuacji, niby obojętnie obserwując gówniarzy zbierających manekiny razem ze stelażami. Zmarszczył brwi, kiedy jego podwładny podszedł do niego, naciągając mocniej kaptur.
— Naharev — powiedział powoli. — Mamy do pogadania.
— Domyśliłem się — odparł spokojnie Varren, wpatrując się w znikające sylwetki rekrutów. — Chujowo się maskujesz.
— Dzięki — zaśmiał się Eremtair, próbując obrócić sytuację w żart, ale spojrzenie, jakie zaraz posłał mu rozmówca, sprawiło, że zimna pętla zacisnęła się na jego wnętrznościach. — Może wejdziemy do środka, co? — zaproponował ostrożnie.
— Nie. Rozmówimy się tu i teraz, dopóki nikt nie patrzy i nie słucha — oznajmił twardo, wykrzywiając twarz we wściekłym grymasie.
— Stary, nie patrz tak na mnie, przecież ci pomogłem — mruknął speszony.
— Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta pomoc była bardzo nieprzypadkowa — odparł cicho i przechylił głowę. — Ani temu, że Averyn też nie przez przypadek znalazłeś.
— No patrz, jak ty wszystko wiesz…
— Nawet mnie nie wkurwiaj — przerwał mu, tym razem ostro, a jego oczy znacznie pociemniały.
— Dobra już, dobra. Ilvan kazał mi pilnować Dimy — wyznał w końcu.
Varren i zmarszczył brwi. Eremtair czekał na jakikolwiek odzew, ale milczał uparcie, wpatrując się w niego uparcie, dlatego Arne westchnął ciężko i kontynuował:
— Słuchaj, nawet cię lubię. Ale szef węszy. Wiesz, jak jest, nie? — zapytał niepewnie.
Mężczyzna poczuł się nagle zagrożony, kiedy zauważył, że jego przełożony poruszył się nieznacznie. Znał go na tyle długo, by wiedzieć, że poprawił się tak, by być gotowym do ataku. Może trochę niefortunnie dobrał słowa.
— Cholera, Varren. To nie tak — mruknął, odwracając na moment spojrzenie. — Ilvan coś podejrzewa. Nie chcę się w to wpierdalać. To naprawdę nie moja sprawa. Ale nie mam wyboru. Ilvan każe, ja robię. Sam dobrze znasz tę zależność.
— Znam — zgodził się niechętnie.
— Chcę być z tobą szczery, bo ty też kiedyś mi pomogłeś — powiedział, tym razem w jego głosie czuć było zdecydowanie więcej pewności. — Pilnuj siebie, swoich spraw i Averyn. I uważaj na Livię. Wiem, że też węszy, Dimy pilnuje chyba od samego początku, ale pod żadnym pozorem jej nie zabijaj, dobra? — poprosił ciszej. — To da Ilvanowi pewność co do jego przypuszczeń. Na tę chwilę nic nie widziałem i nie słyszałem — urwał, unosząc ręce w poddańczym geście i czekając na reakcję Varrena, ale ten tylko odwrócił wzrok, najwyraźniej uznając rozmowę za skończoną. — I wolałbym, żeby tak zostało, stary — dodał na odchodne, zostawiając Nahareva samego.
Sprawą z Bilalem najwidoczniej nie musiał się na razie martwić. Za to potwierdziły się jego obawy co do Livii. Do tego faktycznie miał Eremtaira na karku. Na szczęście chłopak najwyraźniej poczuwał się do odwdzięczenia się za dawną przysługę i chociaż dał mu ostrzeżenie. Varren nie mógł go winić o to, że chciał żyć i wykonywał polecenia Ilvana. Sam szedł przecież kiedyś po trupach.
Ponadto jak mógł wyplątać wszystkich z tej chorej sytuacji? Jedyną możliwością było obalenie Najwyższego. A przewrót nie wchodził w grę. Nie teraz, dopóki Averyn nie była bezpieczna.

Averyn uchyliła niesamowicie ciężkie, klejące się powieki, mlasnęła cicho, czując męczącą suchość w ustach, i pociągnęła nosem, odwracając głowę. W oddali słyszała dźwięki telewizora. Była pewna, że to poranne wydanie wiadomości.
— Masz, pij.
Ktoś podsunął jej szklankę pod usta. Była tak spragniona, że nawet nie zastanawiała się nad tym, czy przypadkiem nie próbowano jej otruć lub nie był to kolejny test Varrena. Jęknęła z zachwytu, czując przyjemną wilgoć, w której zanurzyły się jej wargi, i przymrużyła oczy, łapczywie pochłaniając kolejne łyki tak długo, aż się zakrztusiła. Część wody spłynęła po rozgrzanej od gorączki skórze szyi i Averyn stęknęła przeciągle, gdy zdała sobie sprawę, że nieznajomy zabrał naczynie.
— Powoli, bo się udusisz. — Usłyszała jeszcze, tym razem rozpoznając Varrena.
Nie wiedziała dlaczego, ale fakt, że to akurat on znajdował się przy niej, sprawił, że poczuła się dziwnie spokojna. Opadła na poduszki, wypuszczając powietrze z cichym świstem, kiedy zorientowała się, że musiała się unieść w pogoni za wodą.
Potoczyła nieco zagubionym spojrzeniem po pomieszczeniu, w końcu zatrzymując wzrok na ekranie telewizora.
— …dlatego też apelujemy o szczególną rozwagę i ostrożność. — Z jakiej racji Ilvana zaproszono do programu telewizyjnego? — Teren, na którym toczą się walki, jest szczególnie niebezpieczny. Wielokrotnie to podkreślałem. Nasi żołnierze nie są w stanie ochronić każdego, kto zbliża się do głównego frontu. Szczególnie, jeśli nie mają o kimś takim pojęcia.
Obraz się zmienił i Averyn widziała teraz poważną twarz prezenterki.
— To najświeższe informacje z kraju. Przypominamy, że nadal nie wróciło dwóch dziennikarzy, którzy zbliżyli się w do terenu walk toczących się na granicy z państwem Revartu. Rodziny nadal wierzą w powrót bliskich i proszą o modlitwę do najświętszej Sigmy…
Zamiast programu widziała już tylko czarny ekran. Dopiero po chwili zrozumiała, że Varren musiał wyłączyć telewizor. Przeniosła więc na mężczyznę zmęczone spojrzenie, nie bardzo wiedząc, czy powinna zadać jakieś pytanie, czy może po prostu milczeć.
Starszy Arane wpatrywał się bez słowa w wyłączony odbiornik, ale po pewnym czasie zwrócił się wreszcie do Averyn, zakładając ręce na piersi.
— Przeżyłaś — wyszeptał ledwie dosłyszalnie. — Znowu uratowałem ci życie — wypomniał jej. — Zaciągnąłem wiele długów, żebyś nie wyzionęła ducha.
— To nie moja wina — wychrypiała słabym głosem, odwracając wzrok.
— Wiem — odparł zaskakująco spokojnie. — Nair… — urwał, spoglądając na bok. — Jak tylko się wyśpi, postawi cię na nogi — zakomunikował.
Averyn podążyła wzrokiem w stronę miejsca, w które wpatrywał się Varren. Faktycznie medyk spał, opierając się na ręce ułożonej na biurku. Pozycja, w której zasnął, nie wyglądała na wygodną, ale z jakiegoś powodu starszy Arane nie miał zamiaru go budzić.
— Później będziemy ćwiczyć — powiedział jeszcze, wracając do niej wzrokiem. — Masz braki, a muszę przygotować cię do ostatniego egzaminu.
— Ostatniego? — wydusiła przerażona.
Varren założył ręce na piersi, uśmiechając się gorzko.
— Podstawowe szkolenie kończy się już teraz, zrobimy… ostateczną selekcję — mruknął, przechylając głowę. — Dopiero po niej rozpoczną się faktyczne treningi. Masz ją przejść, osobiście tego dopilnuję.
Zdecydowanie nie podobało się jej to, że nie mówił wszystkiego, ale nie chciała wchodzić z nim w jakąkolwiek dyskusję. Varren Naharev, który przy niej stał, nie był kimś, kto w ogóle nie pozwoliłby, by dyktowała to, jak miała wyglądać rozmowa.
Starszy Arane przeszedł kilka kroków i opadł na skórzany fotel, ukrywając twarz w dłoniach.
— Kulejesz — wychrypiała Averyn, spoglądając na niego niepewnie.
Varren spojrzał najpierw na nią, potem na obolałą nogę i przewrócił oczami.
— Bywało gorzej — mruknął obojętnie.
— To to zadanie, o którym mówił Dima? — zapytała, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Mężczyzna posłał jej tak ostre spojrzenie, że przez moment nie wiedziała, czy powinna się go obawiać, czy może to on nagle poczuł się obnażony i zbiła go z tropu.
— To znaczy — zaczęła pokrętne tłumaczenie — bo widzieliśmy z Dimą kopertę i on mi mówił, i…
— Lubisz go? — zapytał i, nie czekając na odpowiedź, dodał: — Jak tak, to przestań. Uwierz, Dima, chociaż sam pewnie o tym nie wie, przyniesie ze sobą od cholery kłopotów.
— Dima to mój partner, mówiliście przecież…
— Zapomnij, co mówiliśmy. Każemy wam budować relacje, uczyć się odpowiadać jedno za drugiego, a pierwszym zleceniem od Ilvana jest zabójstwo — ściszył głos, pocierając dłonią czoło i marszcząc brwi, gdy wpatrywał się w podłogę.
— Partnera — dokończyła za niego.
— Partnera — powtórzył. — Nie powinienem ci tego mówić. — Pokręcił ze zrezygnowaniem głową. — Poza tym… Nair, wyjdź — zmienił nagle temat, zwracając się do medyka. — Wiem, że nie śpisz, do kurwy nędzy.
Mężczyzna podniósł się powoli i wyprostował. Przez chwilę było słychać strzelanie ustawiających się we właściwych miejscach kręgów.
— Trudno, żebym spał, kiedy tak trzaskasz pyskiem — odwarknął Nair. — Jesteś w moim gabinecie, przypominam ci — dodał jeszcze.
— A ty jesteś dwa stopnie niżej ode mnie — fuknął Varren, zaciskając powoli pięści.
— I tylko dlatego wyjdę — skapitulował, przeciągając się leniwie.
Varren milczał jeszcze przez kilka chwil, dopóki medyk faktycznie nie oddalił się od drzwi.
— Poza tym — podjął ponownie — Ilvan coś podejrzewa. Posłuchaj mnie uważnie — mimo wszystko ściszył głos. — Wyprowadzę cię stąd — oznajmił śmiertelnie poważnie, pochylając się w fotelu. — Choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobię w życiu.
— Varren…
— Nie przerywaj — nakazał ostro. — Ale muszę to zrobić tak, by Ilvan się nie zorientował. A mamy problem, bo podejrzewa mnie, cóż, najprawdopodobniej od dnia, w którym wytargowałem ci życie po tym, jak przedziurawiłaś Derena. Miałem dostać awans, ale mogę dostać nóż między łopatki. Wszystko przez tę pijacką kurwę — urwał na moment, zaciskając palce u nasady nosa. — Mam na karku Livię i Eremtaira, oboje węszą. Nie wiem nawet, czy mogę ufać Nairowi i Kairnowi, do tego, wymieniając ci kamień, zaciągnąłem u nich kurewsko potężne długi. Eremtair miał tyle honoru, żeby mi powiedzieć, że Ilvan zmusza go do szpiegowania, ale jeśli tylko nadarzy się okazja, na pewno mnie mu sprzeda — powiedział z obrzydzeniem. — Muszę odzyskać zaufanie Indari. Do tego czasu musisz być nie tylko stuprocentowo posłuszna, ale najlepsza we wszystkim, co każę ci zrobić. Nie masz dorównać poziomem do Derena. Masz być od niego lepsza. Po skończeniu pierwszego szkolenia dostaniecie dwa dni przerwy. Nadrobimy w tym czasie twoje braki. Rozumiesz?
Zapadła między nimi męcząca cisza. Wpatrywali się w siebie bez słów. Averyn nie potrafiła nawet zmusić się do wydobycia z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Łzy zebrały się w jej oczach. Tak bardzo nie chciała teraz płakać, ale wszystko ułożyło się w końcu w spójną całość. Varren nadal ratował jej życie. Nadal się poświęcał. Nie chciał jej powiedzieć prawdy, bo nie umiała grać na tyle dobrze, by kryć się przed Ilvanem, ale teraz Naharev wyłożył na stół wszystkie karty.
— Pytam, czy rozumiesz.
— Rozumiem — wykrztusiła słabym głosem.
— Żadnych bójek na stołówce, żadnych burd pod prysznicem, gdziekolwiek. Jeśli cokolwiek się stanie, masz mi to powiedzieć, ja rozwiążę tę sprawę. Im mniej będziesz sprawiać mi powodów do karania cię, tym mniej nieprzyjemny będzie twój pobyt tutaj… — urwał, kiedy poczuł, jak zabrakło mu tchu.
Dla nas obojga, dokończył już w myślach.
W odpowiedzi Averyn kiwnęła krótko głową.
— Dopóki tutaj jesteś, musisz się przystosować — powiedział już spokojniej, podnosząc się powoli. — Wiem, że to nie jest łatwe. Trening dziś wieczorem, jak tylko Nair poskłada cię do reszty.
Wyszedł, zostawiając ją samą z milionem bolesnych myśli. Tak bardzo chciała po prostu wyciągnąć do niego ręce, by ją objął. Ale jednocześnie bała się odrzucenia. Varren bardzo się zmienił, nawet jeśli nadal w pokręcony sposób mu na niej zależało. Akademia go złamała, wykrzywiła i wyprała z wszelkich ideałów. Averyn była ostatnią cząstką jego człowieczeństwa oraz szansą na odkupienie tego, czego się tu dopuścił. Nie potrafiła go nienawidzić. Nie kiedy tak bardzo się przed nią otworzył.

Nair wrócił jakieś pół godziny po tym, jak Varren ostatecznie zamknął za sobą drzwi. Averyn zdążyła w tym czasie zwlec się z łóżka i kilkukrotnie przemierzyć coś, co wyglądało jak drugi gabinet medyka. Z tą różnicą, że poza biurkiem znajdowało się w nim szpitalne łóżko. Nair wyjaśnił jej potem, że zaadaptował to pomieszczenie specjalnie dla Varrena i reszty oficerów wracających poturbowanych z zadań wyznaczanych przez Ilvana. Rekruci mieli wspólną salę, bo nikt specjalnie się nimi nie przejmował. Z tonu medyka Averyn wywnioskowała, że jemu również było wszystko jedno, czy ktoś przeżyje. Nie wyglądało na to, by w leczenie adeptów oraz pełnoprawnych wojowników niższych stopniem wkładał dużo energii.
— Posłuchaj mnie uważnie — powiedział niespodziewanie, kiedy zajmował się rozcięciem na piersi dziewczyny. — Jest kilka sposobów, żeby zamknąć ranę szybko i przy niskim nakładzie mocy — oznajmił zwyczajnym znudzonym tonem, nawet na nią nie patrząc. — Mówię oczywiście o płytkich ranach — doprecyzował dla pewności. — Nie myśl o całej strukturze zranienia. Wyobraź sobie, że próbujesz zaszyć samą skórę. Niektórym pomaga to, że wyobrażają sobie brak uszkodzenia. Tak, jakby w ogóle go nie było.
Przez kilka chwil milczał, skupiając się na zaleczeniu rany na tyle, by wyjąć z niej szwy. Averyn zacisnęła zęby, kiedy poczuła nieprzyjemne ciągnięcie za skórę. Nie zarejestrowała w tym momencie żadnego ukłucia bólu, ale i tak przymknęła oczy, starając się myśleć o czymś innym.
— Z kolei jeśli chodzi o ból — podjął ponownie medyk, oczyszczając ranę. — Możesz się łatwo go pozbyć. Na jakiś czas. Nie ma nic za darmo. — Spojrzał na nią ze śmiertelną powagą. — Skupisz się na tym, by go odegnać jak nadmiar mocy, a minie. Ale w tym czasie znacznie stracisz na szybkości.
— Za to ból nie będzie mnie rozpraszał — dopowiedziała z krzywym uśmiechem.
Nair wzruszył ramionami.
— Co kto woli — stwierdził znudzony.
— Dlaczego mi pomagasz?
— Co? — zapytał, jakby wyrwała go z głębokiego zamyślenia, choć przed momentem przecież normalnie rozmawiali.
— Pytam, dlaczego mi pomagasz — powtórzyła spokojnie.
— Nie lubię Livii — odparł. — Ani nikogo, kto z nią trzyma.
— Niespecjalnie tu za nią przepadacie, hm? — zapytała, chcąc podtrzymać rozmowę, kiedy Nair ułożył dłonie na jej ramionach i spojrzał prosto w nienaturalnie jasne oczy.
Prawie się zaśmiała, kiedy dziwne łaskotanie przeszło przez barki, by skończyć się w koniuszkach palców nieco mocniejszym mrowieniem.
— Nie przepada się tu za kurwami, Averyn — poinformował ją, a na jego usta na moment wkradł się zaczepny uśmiech. — Możesz się śmiać, ale szacunek do własnego ciała w tym miejscu jest niemal jak świętość.
Adeptka uśmiechnęła się blado na wspomnienie Derena. Cóż za ironia.
— Nie wydaje mi się, żeby sprzedawanie się było jedynym powodem — powiedziała ponuro.
— Zawsze jesteś taka kulturalna? — zmienił temat medyk. — Wkurwia cię coś w ogóle? Kairn mówił, że Varren. Ale on wkurwia każdego. Człowiek-wrzód, jak się patrzy — wyrzucał z siebie szybko.
Nie spodziewała się, że Nair będzie aż tak rozmowny.
— Ale wracając do twojego pytania — mruknął, naciągając jej rękę, jakby chciał sprawdzić, czy przypadkiem nie była złamana — zauważyłaś pewnie, że skład oficerski jest raczej zgrany, poza Livią oczywiście. Livia dostała awans z ręki Ilvana. Na równi z Varrenem. Jednak tak bardzo nie mogła znieść tego, że to on stał się prawą ręką Indari, że starała się na wszelkie możliwe sposoby zyskać łaskę Najwyższego — powiedział z nieskrywanym obrzydzeniem. — Varren ma wiernych mu ludzi pod sobą. Kairn poszedłby za nim w ogień, Eremtair też jest mu przychylny. Ma również dobre plecy u pacyfikatorów i ludzi na bramach. Generalnie stworzył zgrany zespół, który pomaga mu zarządzać tym syfem. „Nic nie wychodzi poza oficerkę” — zacytował ostatecznie. — Ktoś coś spieprzy, ktoś inny zamiata to pod dywan i tak życie się toczy. To system naczyń połączonych. Livia jest w tym naczyniu dziurą.
— Rozumiem. — Averyn pokiwała powoli głową. — Aż tak bardzo przeszkadza?
Nair uśmiechnął się nagle niesamowicie paskudnie.
— Nazywając ją „dziurą”, mówiłem dosłownie. Jest głównie workiem na spermę Ilvana. Czasem też donosi na różne uchybienia w działaniu Varrena. Ale facet nie jest głupi. Zdąży wszystko posprzątać, zanim Livia pobiegnie na skargę. Ostatecznie zawsze wychodzi na idiotkę — powiedział, a na jego twarz wróciła maska obojętności. — Niby mnie to śmieszy, ale z drugiej strony Livia, z tego co wiem, naprawdę potrzebuje awansu.
— Och? — Averyn zainteresowała się nagle, bardziej tym, że Nair przestał się z niej śmiać niż samym faktem nowej wiadomości.
— Potrzebuje pieniędzy. Chyba na wykupienie swojego brata z więzienia w Revarcie. Ilvan mami ją tym, że jeśli będzie dobrze się sprawować, sam to dla niej zrobi. Ale Ilvan nie zajmuje się wykupywaniem więźniów politycznych.
— Brat Livii jest więźniem politycznym? — zdziwiła się.
— Ta — mruknął Nair, tym razem dłonią pomagając Averyn się wyprostować; nagle poczuła więcej sił w organizmie. — Podobno to przez niego wybuchła wojna na granicy. Ale szczegółów nie znam.
Averyn milczała do końca wizyty u medyka, jednak ciągle nurtowało ją jedno pytanie. Uznała jednak, że zadanie go będzie zdecydowanie nie na miejscu. Nair może i oficerem nie był, ale z nimi trzymał, dlatego wolała nie popadać u niego w niełaskę. Ostatecznie zdecydowała, że nie zapyta go, dlaczego tak po prostu mówił jej to wszystko.
— Wiesz, dwa lata temu, gdy werbowałem Varrena, byłem niemal pewny, że tu zdechnie lub złamie się na tyle, by zapomnieć o tym, że chciał cię ratować — powiedział ciszej. — Kiedy tu przyszłaś, byłem przekonany, że mam rację. Mimo wszystko się myliłem.
Spojrzała na niego kątem oka, nie bardzo wiedząc, jak powinna na to odpowiedzieć.
— Przyjaciele Varrena są moimi przyjaciółmi — oznajmił jej nieoczekiwanie. — Może raczej nie chwal się tym publicznie.
— Jasne — odparła, uśmiechając się do niego.
Nair krótko odwzajemnił uśmiech, ale jego twarz po chwili wróciła do spokojnego wyrazu, a jego oczy obserwowały ją chłodno i przenikliwie. Ostatecznie kiwnął głową, pokazując jej, że mogła już iść.
Nie wiedziała tylko, co dziwiło ją bardziej. To, że Nair zaoferował jej otwarcie przyjaźń, czy to, że Varren miał tu jakichkolwiek przyjaciół. O to, w jaki sposób ich znalazł, wolała jednak nie pytać.

Kiedy wyszła z gabinetu Naira, czuła na sobie palące spojrzenia zaciekawionych adeptów. Widziała wcześniej swoje odbicie w szybie. Widziała kompletnie białe włosy i oczy. Widziała nienaturalnie bladą skórę, spod której miejscami prześwitywały naczynia krwionośne. Widziała to tak samo jak oni, tak drastycznej zmiany nie dało się ukryć. Rozumiała, dlaczego spoglądali na nią z obrzydzeniem. Ale przecież powiedziała Varrenowi, że będzie posłuszna. Najlepsza.
Uniosła wyżej podbródek i, wpatrując się uparcie przed siebie, ignorowała uszczypliwy wzrok, wchodząc na stołówkę. Niespokojne szepty plotkujących o niej adeptów docierały do jej uszu, ale na nie również nie zwracała uwagi. Nie spojrzała też nawet na Ren, przez których ostatnio trafiła do izolatki.
— Averyn!
Rozpoznała głos swojego partnera.
— Dima — przywitała się, gdy zaprosił ją, by usiadła z nim przy jednym stole.
— Co ci się stało? Wszyscy myśleli, że nie żyjesz.
Wzruszyła ramionami, bez słowa zabierając się do jedzenia. Przez moment było jej naprawdę przykro ze świadomością, że będzie zmuszona stanąć z Dimą do walki na śmierć i życie, ale szybko odsunęła od siebie te uczucia. Varren dał jej niesamowitą przewagę nad partnerem. Mogła się przygotować.
— Nie chcesz mi mówić, że po prostu pofarbowałaś sobie włosy…
Zerknęła na niego ostro. Spojrzenie niemal zupełnie białych oczu sprawiło, że Dima zamarł na moment.
— Sama nie wiem, co się stało. Naprawdę chcesz to teraz roztrząsać? Muszę nadrobić zaległości — powiedziała, udając przerażoną. — Przeleżałam na szpitalnym łóżku zbyt długo, Dima.
— Racja — zgodził się ponuro. — Ja jestem pewny, że zdam egzaminy. — Uśmiechnął się niespodziewanie. — Nie przepuszczą tak dobrego materiału. Ale ty musisz się postarać.
Averyn kiwnęła tylko głową, odwzajemniając nieszczery uśmiech. Dopiero teraz widziała, jak bardzo Dima był zakłamany. Nawet jeśli faktycznie cieszył z tego, że zostali partnerami na czas treningu, to jedynym tego powodem okazał się fakt, iż Averyn wypadała przy nim zdecydowanie słabo. Łatwo mu było błyszczeć na tle kogoś niewyszkolonego. Ale nie miała zamiaru dawać mu tej satysfakcji. Gdyby tylko mogła zetrzeć mu ten triumfalny uśmieszek z twarzy.
— Co teraz planujesz? — zapytał niespodziewanie.
— Jak to co? Nadrobić zaległości.— zdziwiła się.
— Ale jak?
Z leczeniem radziła sobie nie najgorzej. Poza tym Nair dał jej jeszcze kilka cennych wskazówek, kiedy sam zajmował się jej ranami. Musiała tylko nakłonić Kairna, żeby poświęcił jej trochę czasu. Jeśli nauczyłby ją czegoś ponad władanie samym ogniem, mogłaby zyskać nad Dimą ogromną przewagę. To samo tyczyło się Varrena. Nie miał uczyć jej ciosów i wymachów – miał nauczyć ją, jak skutecznie pozbawić kogoś życia.
— Jeszcze nie wiem. Varren na pewno coś wymyśli — skłamała.
— Varren… — Chłopak prychnął pogardliwie. — Ile tak naprawdę z nim ćwiczyłaś, co? Najpierw izolatka, potem po prostu zniknęłaś, wracasz z białymi kłakami. W międzyczasie Varren wykonywał swoje zadanie. Nie wiem, czy już się z nim widziałaś, ale facet poważnie kuleje i nadal widać rany na jego ciele. Wątpię, żeby był w stanie cię przez to przeprowadzić.
— Od kiedy tak bardzo interesujesz się tym, czy dam sobie radę? — wytknęła mu cichym, jednak pełnym wściekłości tonem.
— Zrezygnuj — nakazał jej nagle obojętnym głosem, jaki znała wcześniej.
Zamarła, wpatrując się uważnie w napiętą twarz partnera. Dima zacisnął dłonie na sztućcach, również odwzajemniając spojrzenie. W jego postawie widziała gotowość do ataku.
Jedno było pewne. Dima wiedział.
Niespodziewanie odwrócił wzrok. Spoglądał gdzieś ponad jej ramieniem, jakby ktoś dawał mu właśnie wskazówki, za chwilę zacisnął usta, a potem odłożył sztućce i uśmiechnął się przesadnie sztucznie.
— Ciesz się, że nie dostałem jeszcze koperty — wyszeptał, wkładając w ostatnie słowa tyle jadu, ile tylko był w stanie.
Kiedy została sama, niemal zmuszała się do dokończenia posiłku, który z każdą chwilą coraz bardziej rósł jej w gardle. Mimo wszystko Dima miał trochę racji. Varrena nieźle poturbowali, sama też nie czuła się jeszcze najlepiej. Do tego była niemal w stu procentach pewna, że jej partner również nie odpocznie czasie tych dwóch dni, które miały być wolne od przygotowań.

Kairn uniósł lekko brwi, mierząc Averyn nieco zaskoczonym spojrzeniem. Przez chwilę się nie odzywał, wpatrując się w plik kartek znajdujących się na biurku, dlatego adeptka już chciała się wycofać, ale odezwał się nagle:
— Dobra.
Tym razem to Averyn wyglądała na zdziwioną. Właściwie nie spodziewała się, że tak szybko się zgodzi.
— Dobra? — powtórzyła dla pewności, spoglądając na mężczyznę nieco zaniepokojonym wzrokiem.
Kairn wzruszył krótko ramionami i splótł ręce za głową, rozsiadając się wygodniej w fotelu.
— Nie widzę przeszkód. Skończyłem pracę na dziś, bo Eremtair w końcu dostał awans, więc Varren nie zarzuca mnie wszystkim. Trochę się zmieniło, jak odsypiałaś. — Uśmiechnął się. — Chociaż Varren nadal wisi mi kratę czystej, ale co do tego, to się z nim ugadam — zakończył wesoło.
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i Kairn gotów był pomyśleć, że mogłaby wyglądać całkiem ładnie, gdyby nie to, jak blada stała się jej cera, nienaturalnie białe oczy oraz włosy, a także to, w jaki sposób część żył prześwitywała spod jasnej skóry.
Tamtego dnia, kiedy Eremtair zadzwonił do niego, by pomógł Varrenowi, Kairn był niemal pewny, że dziewczyna tego nie przeżyje. Nie wiedział, jakie plany miał co do niej starszy Arane, ale skoro tak bardzo poświęcał się dla jakiejś słabej adeptki, coś musiał wymyślić. Wiedział już oczywiście, że dawniej się przyjaźnili, chociaż Naharev zdecydowanie nie wyglądał na kogoś, kto łatwo nawiązywał znajomości. Chyba że aż tak bardzo zmienił się po zaciągnięciu do Akademii. Nigdy nie zdarzyło się przecież, by dwoje znajomych trafiło do tego piekła razem. W dodatku podejrzanie wyglądało to, że Varren przyszedł tu z własnej woli. Co do Averyn czuł pewne wątpliwości. Oczywiście zdążył zauważyć, że zdecydowanie nie podobało się jej życie za murami, ale jej przybycie musiało być bezpośrednio powiązane z pojawieniem się w Akademii Nahareva.
Jak miała na nazwisko? Kairn próbował to sobie przypomnieć przez kilka chwil. Ilyrana, chyba tak. Tutaj nie robiło to jednak różnicy, bo adepci byli tylko kolejnymi numerami w rubryczkach wypełnianych przez oficerów. Jeśli jakimś cudem udawało się im awansować, zwracano się do nich po imieniu. Poza przybocznymi Ilvana wszyscy mieli być równi. Równi wobec prawa, wobec obowiązków oraz wobec siebie nawzajem. Młodszemu Arane zawsze przypominało to jeden z chorych ustrojów politycznych, ale dopóki sam znajdował się w czołówce, wolał tego nie roztrząsać.
Zdał sobie sprawę, że wpatrywał się w Averyn nieco nieobecnym spojrzeniem zdecydowanie dłużej, niż powinien, dlatego uśmiechnął się słabo i odchrząknął, zanim postanowił przerwać nienaturalną ciszę.
— No? To jak? Idziemy na plac treningowy, co? — zapytał wesoło. — Lubię swój gabinet, nie chciałbym, żebyś przypadkiem puściła go z dymem.
W odpowiedzi dziewczyna kiwnęła krótko głową oraz nieśmiało odwzajemniła uśmiech. Kairn w jej oczach dostrzegł jednak strach wymieszany z powątpieniem. Mimo wszystko nie potrafił jej o to winić. Samo spotkanie z dawnym znajomym musiało należeć do niezbyt przyjemnych wrażeń. Właściwie oficerowie byli tu najgorszymi skurwielami, jakich w życiu spotkał. Nie miał pojęcia, czy ktoś narzucał im takie zachowanie. W każdym razie – wytyczne lub nie – Kairn nie miał zamiaru niczemu się podporządkowywać. Nie czuł też specjalnej potrzeby do zgrywania bezlitosnego sukinkota przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Owszem, zdarzało mu się stać wrzodem na dupie jakiegoś dzieciaka, ale zwykle zasługiwali sobie na to szczególną głupotą lub przesadnie szczeniackim  zachowaniem. Wobec reszty był zwyczajnie obojętny. Z kolei Averyn… nie potrafił powiedzieć, dlaczego tak się stało, ale czuł do niej sympatię. Nie widział więc problemu w tym, by po prostu być dla miłym. W końcu nic go to nie kosztowało.
Szli korytarzem w milczeniu. Kairn zmarszczył czoło, wyglądając za okno. W gabinecie nie zwrócił uwagi na to, jak bardzo lało. Jeśli miał uczyć Averyn panować nad tym, co w niej siedziało, musiała się skupić. Moknięcie na deszczu zdecydowanie nie było najlepszym pomysłem.
— Wiesz co? — odezwał się nagle. — Pójdziemy do sali wykładowej — zawyrokował. — Ogarnąłem tam większość gówniarzy, z tobą też nie powinno być problemu — stwierdził obojętnie, ale zaraz się rozchmurzył, posyłając Averyn porozumiewawcze spojrzenie.
— Dużo odpadło? — zapytała zachęcona pogodnym nastrojem Kairna.
Mężczyzna zmarszczył brwi oraz poprawił zapięcie oficerskiego munduru, nie odpowiadając przez moment.
— Z tobą została równa dwudziestka. W waszym… naborze trafiło się wielu medyków i magów. Kilku dzieciaków odesłano do dalszego przeszkolenia na granicę. Stamtąd pójdą na front. — Wzruszył ramionami i westchnął ciężko. — Zapytałaś o prywatne lekcje, bo Varren ci powiedział, nie? — zapytał niespodziewanie. — Nie odpowiadaj. Znam odpowiedź — ściszył głos i zacisnął na moment usta w wąską linię. — Dimę ktoś ćwiczy — powiedział półszeptem, wpatrując się w przestrzeń; Averyn tymczasem uprzejmie milczała, czekając na dalsze słowa wykładowcy. — Rozłożyłem ćwiczenia na cały dzień, żeby nie puścić z dymem połowy Akademii. Kiedy nadeszła jego kolej, po prostu wykonał zadanie, które wymagane jest do zaliczenia. Nawet nie zdążyłem mu powiedzieć, co ma zrobić.
Zerknął na dziewczynę, mierząc ją zakłopotanym spojrzeniem.
— Dima będzie trudnym przeciwnikiem — mruknęła w zamyśleniu.
— Nie wątpię — odparł spokojnie, popychając drzwi prowadzące do sali wykładowej. — Jeśli uczyła go Livia — uśmiechnął się pogardliwie — to nie będzie problemu z tym, byś go pobiła. Gotowa?

W odpowiedzi kiwnęła głową, ale żołądek skurczył się boleśnie. Nie była gotowa. Prawdopodobnie nigdy nie będzie. Nie miała już nic do stracenia. Jednak wrażenie, że mogła zyskać wszystko, podniosło ją na duchu.

6 komentarzy:

  1. Dobra, rozdziały VIII i IX też się nie otwierają w nowych kartach :P

    I znowu nie ma komci :c.

    „Normalnie, widząc to, jak aspirujący do statusu pełnego oficera Eremtair gorliwie pilnował adeptów, pewnie by to pochwalił.” – imo pierwsze „to” jest zbędne :P

    „nadal poostawało widocznych” – pozostawało ;)
    „Dopiero po chwil zrozumiała” – chwili :P

    „Zdecydowanie nie podobało się jej to, że nie mówił jej wszystkiego”

    Czemu mam wrażenie, że to nie tylko wina Akademii, że Varren tak bardzo się zmienił? :P Myślę, że też to, jak Averyn go potraktowała tamtej felernej nocy, też miało na niego wpływ. Cholera, poszedł pogadać z przyjaciółką, licząc na słowa otuchy, na choć trochę zrozumienia i pomoc w poradzeniu sobie, a ona potraktowała go jak kłamliwego sukinkota…

    „Nie odnotowała w tym momencie żadnego ukłucia bólu” – nie odnotowała w notatniku? :P To takie brzydkie wyrażenie :P.

    Te jej białe oczy są zdecydowanie brrr :P.

    „czuł do niej sympatię. Nie widział więc problemu w tym, by po prostu być dla niej miłym”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam z Averyn robić takiej niewinnej heroiny, znaczy tak: ma swoje za uszami, nie jest najmądrzejsza, jest niedojrzała i, co, mam nadzieję, wyjdzie w praniu, okaże się egoistyczna. Varren też ma do niej (mimo wszystko!) niesamowitą cierpliwość, która ma swoje granice. :P

      Borze, zaimki i powtórzenia. To jest jakaś tragedia. Nie dość, że się załamuję zawsze, jak mi Nerka odsyła cały czerwony rozdział, to potem jeszcze sama coś wymiatam... i jeszcze i jeszcze. :P Dzięki, bardzo mi pomagasz. <3

      (nie ma komci, bo przestali komciać, nie lubio opka ;P)

      Usuń
    2. A otwieranie się rozdziałów zaraz poprawię, skoro już siedzę w Internetach zamiast pisać referat </3

      Usuń
    3. O to to, właśnie ten egoizm xD. Zachowuje się przy tym czasem jak totalna gówniara :P. Podziwiam Varrena, że z nią wytrzymuje :D.
      Ale z drugiej strony... Przyjaźń już chyba taka jest :P.

      Wgl fajnie, że Averyn nie jest najlepsza we wszystkim, a raczej po tej drugiej stronie skali (poczuję się głęboko rozczarowana, jeśli się na koniec okaże, że przewyższa innych talentem xD). No weś, jej się nawet nie chce tego uczyć, tyle że nie ma wyjścia :P.

      Ale pacz, powtórzenia to takie dziwne stwory, że się ukrywają i ich nie widać, cierpię na to samo :P (i nadmierne powtarzanie "nie" :/).

      Referaty sraty, ja tam Łzy czytam zamiast pracować :D. (Ale zaraz ostatni rozdział, buuuu :c).

      Usuń
    4. Okazało się, że jutro nie mam zajęć :| niepotrzebnie pisałam. Anyways: mam dwa rozdziały na podorędziu, ale jeden niezbetowany... xD więc jakby jeden, jak coś. ;p

      Usuń
    5. Się ciesz, że nie masz zajęć, a nie marudzisz :D. Przynajmniej masz referat z głowy xD.

      CHCĘ, jakby coś :D.

      Usuń

Nie spamuj, bo Den ugryzie. Nie chcesz tego, prawda?

Obserwatorzy