niedziela, 27 września 2015

Rozdział III - Oficerowie

Mam nadzieję, że tym razem opublikuje się o czasie. Pewnie właśnie odsypiam maraton pikników naukowych i składania dokumentów/rejestracji na studia. ^^


______________________________

Wchodząc na stołówkę, wpadła na Kairna, który skinął na nią głową, każąc przejść poza zasięg wścibskich uszu. Wymieniła z Dimą nieco niepewne spojrzenie, by w końcu odejść z młodszym Arane na bok. Niemal natychmiast wcisnął jej w dłoń prostokątny kawałek plastiku.
— Wyrobiłem ci kartę magnetyczną — oznajmił. — Słyszałem, że ciężko idzie ci z mieczem, więc masz dostęp do strzelnicy. Spróbuj w tę stronę — zaproponował. — Postaram się pomóc dobrać ci broń, chociaż nie bardzo się na tym znam.
Rozchyliła usta, nie wiedząc, co powiedzieć.
— Dlaczego mi pomagasz? — wydusiła jedynie.
Kairn zmarszczył brwi, przyglądał się dziewczynie przez kilka chwil, a potem pokręcił głową.
— Pogadamy na miejscu — mruknął, odchodząc w stronę stolika oficerskiego.
Averyn odruchowo spojrzała w tamtą stronę, niemal natychmiast napotykając zaciekawione spojrzenie Varrena. Wpatrywał się w nią jeszcze przez kilka chwil, ale jeden z adeptów, któremu przydzielono rolę posłańca, podszedł do stolika, kładąc przed starszym Arane szarą kopertę z czerwoną pieczęcią.
— Przyglądasz się naszym wspaniałym oficerom? — zapytał Dima, podchodząc do niej powoli. — Silni i piękni — zakpił. — No, może poza Livią — dodał jeszcze.
Szybko zrozumiała, o kim mówił. Niemal łysa kobieta z krótko ściętym irokezem na głowie wpatrywała się w kopertę, jaką otwierał właśnie Varren.
— Szara koperta z czerwoną pieczęcią — mruknął. — Zadanie trzeciego poziomu. Nie oszczędzają go. Chodź coś zjeść — zachęcił ją. — Trzeba nabrać sił na jutrzejszy dzień.

— Sporo wiesz jak na nowicjusza — zauważyła, szturchając niemal zimne ziemniaki na talerzu.
Dima wzruszył ramionami. Niepokoiło ją to, że unikał odpowiedzi.
— Dlaczego tu przyszłaś? — zapytał od niechcenia.
Spojrzała na niego nieco nerwowym spojrzeniem.
— Rodzice mnie sprzedali — powiedziała.
Jej towarzysz uśmiechnął się nieznacznie.
— Ja jestem tu z wyboru. Miałem trochę czasu, żeby zrobić rozeznanie.
Jakoś nie umiała w to uwierzyć.
Nie odzywała się przez dłuższy czas. Nie potrafiła zrozumieć, jak ktokolwiek mógłby chcieć trafić do tego piekła. Domyślała się, że za wyższą posadą szły wielkie pieniądze, ale nie zanosiło się na to, by ktokolwiek miał zamiar opuścić szeregi kadry oficerskiej.
— Pewnie wiesz już, że w Akademii jest sześć głównych stopni wojskowych? My jesteśmy, póki co, zwykłymi adeptami. Nie mamy praktycznie żadnych praw i właściwie każdy może nas zgnoić, jeśli tylko zechce. Dopiero będąc En’ro, staniesz się pełnoprawnym członkiem tej… społeczności — zakończył z braku lepszego słowa. — Ren to z kolei wojownik nieco wyżej postawiony od En’ro, ale dostaje zdecydowanie więcej forsy i ciekawsze zadania. — Skrzywiła się, kiedy powiedział o ciekawszych zadaniach; jak komukolwiek mogły wydawać się ciekawsze? — Arne to grupa podoficerów. Wybierają ich tylko na polecenie Varrena, starszego Arane, jeśli ten stwierdzi, że dana osoba się nadaje. Można szybko zginąć, ale można też szybko awansować. Dalej są Arane, regularni oficerowie, czasem zwani młodszymi. No i jest jeszcze Ilvan. Nasz wspaniały Indari. Różnice w płaszczach pewnie znasz — zamilkł na moment. — Zastanawia mnie, dlaczego Varren tak bardzo chciał wziąć cię pod opiekę. Wcześniej chciał trenować tylko Kairna — zauważył z lekką irytacją.
Averyn nie miała zamiaru mówić mu o ich wcześniejszej znajomości. Może i Dima był dla niej miły, ale, jak sam powiedział, mogła szybko zginąć. Nie powinna odkrywać przed nim wszystkich kart, nie teraz, szczególnie że sam najwidoczniej wiele przed nią ukrywał. Tym bardziej, że sama nie wiedziała o nim prawie nic, choć wyraźnie starał się zaskarbić sobie jej przyjaźń. Może chciał w ten sposób zbliżyć się do Varrena?
— Nie mam pojęcia — odparła beznamiętnie. — Nie wiem, co we mnie widzi — dodała ciszej, spoglądając w stronę stolika oficerów.
Varren podniósł nagle głowę i spojrzał na nią. Przez chwilę przyglądał się jej uważnie, by po chwili skinąć na nią, nakazując w ten sposób podejść.
Nie mogła opędzić się od zaciekawionych spojrzeń, które odprowadzały ją, kiedy szła w stronę starszego Arane. Ignorowała je, choć słyszała za sobą ciche komentarze na temat tego, że Varren wybrał właśnie ją. Nie czuła się wybrańcem, ani tym bardziej szczęściarą. Wręcz przeciwnie. Wolałaby, żeby dał jej święty spokój.
— Przyjdę do ciebie dziś wieczorem — oznajmił jej, czemu towarzyszył rechot kolegów ze stolika.
Nie śmiała się jedynie Livia, która mierzyła ją chłodnym wzrokiem. Kiedy ich spojrzenia spotkały się, natychmiast odwróciła głowę. Nie odezwała się jednak słowem, kiedy Varren postanowił kontynuować nie zrażony reakcją oficerów:
— Omówimy szczegóły twojego dodatkowego szkolenia. Odmaszerować.

Karta magnetyczna przesunęła się po czytniku.
„Przyznano dostęp” wyświetliło się na niewielkim ekranie i drzwi automatycznie otworzyły się powoli, wpuszczając ją do środka. Kairn najwyraźniej czekał już na nią, bo czyścił broń, by po chwili odłożyć ją na blat. Dwa pistolety leżały obok siebie, czekając, aż weźmie któryś z nich do ręki.
— Mówiłem już, nie znam się na tym — powtórzył, kiedy drzwi zamknęły się za nimi. — Ale Ilvan ma pierdolca na punkcie bycia „bardziej” we wszystkich możliwych dziedzinach, dlatego broń z pewnością mamy tu najlepszą. Kierowałem się tym, żeby pistolety były dość lekkie. Spróbuj. — Kiwnął głową w stronę blatu.
Bez słowa złapała broń, odbezpieczyła oraz spojrzała w stronę znajdującej się na końcu strzelnicy tarczy. Wycelowała, dziwiąc się, z jaką łatwością udało się jej utrzymać dłoń w niemal zupełnym bezruchu. Wcisnęła spust, a potem kolejny raz i kolejny. Ku zaskoczeniu ich obojga cały magazynek znalazł się w najwyżej punktowanym polu.
Kairn parsknął cicho.
— Jeśli chcesz przetrwać to piekło, będziesz musiała doszkalać się po godzinach — mruknął. — Masz przewagę, bo atakujesz z daleka. Z drugiej strony jedna czy dwie kulki pewnie nie zatrzymają twojego przeciwnika — mówił dalej, wpatrując się w tarczę. — Wojownik w bitewnym rauszu może nie czuć bólu, nie zdawać sobie sprawy z tego, jak wielkie rany odniósł podczas walki. A może być na tyle inteligentny, by zaleczyć twój postrzał. Chyba że trafisz go między oczy.
Spojrzał na nią, zakładając ręce na piersi.
— Umiesz leczyć i jest w tobie magia. Widzę ją — powiedział nagle.
— Widzisz ją? — zapytała, nadal na niego nie patrząc. — Jak?
Wzruszył ramionami.
— Widzę, czuję, nazwij to, jak chcesz. Skup się, na pewno też czujesz energię, jaka cię otacza — powiedział, podając jej drugi pistolet. — Możesz zamknąć oczy — zaproponował. — I spróbować… zobaczyć skupiska mocy wokół ciebie. — Averyn zamknęła oczy, a Kairn natychmiast klepnął ją otwartą dłonią w głowę. — Błąd. Nie żyjesz — mruknął. — Potraktuj to jako darmową lekcję: nigdy nie zamykaj przy kimkolwiek z Akademii oczu, bo możesz ich już nie otworzyć.
Zerknęła na niego, powstrzymując się od zgryźliwego komentarza.
— Dobra, a teraz zamknij oczy…
— Mówiłeś, że mam nie…
— Zapomnij o tym, co mówiłem, skup się na mocy dookoła ciebie. Co czujesz?
Posłusznie zacisnęła powieki, starając się wyczuć energię. Ze zdziwieniem dostrzegła, że moc Kairna wydawała się o wiele mniejsza od jej własnej. Otworzyła oczy, spoglądając na niego niepewnie.
— Czułam dużo małych… światełek. Kilka większych. Ale twoje było mniejsze od mojego…
Młodszy Arane uśmiechnął się przelotnie.
— Kolejna lekcja, tłumienie mocy. Spostrzegawcza jesteś, to dobrze, może coś z ciebie będzie. — Tym razem uśmiechnął się na dłużej i Averyn zdecydowała się to odwzajemnić. — Teraz skup się na swoim wnętrzu, nie zwracaj uwagi na to, co dzieje się na zewnątrz i postaraj się ją zdusić.
Znowu widziała swoją energię jako małe światełko. Widziała też dużo innych światełek, ale zignorowała je. Wyobraziła sobie, że niewidzialnymi rękoma „łapie” swoje światełko, starając się, by nie było aż tak jasne na tle innych. Tak jak podczas leczenia, kiedy nie chciała, by moc przejęła nad nią kontrolę.
— Świetnie — powiedział Kairn. — Dobrze ci idzie. I jeszcze jedno: nie chwal się nikomu swoimi nowymi zdolnościami — powiedział w końcu.
W odpowiedzi kiwnęła głową. Rozumiała to doskonale – być o krok przed całą resztą to większa szansa na przetrwanie.

Czekała na niego, siedząc na łóżku i wpatrując się w przeciwległą ścianę. Właściwie nie ruszała się prawie wcale, bojąc się spotkania, które musiało w końcu nadejść. Nie wiedziała, co mogła mu powiedzieć. Musieli poważnie porozmawiać, ale przerażenie ogarniało ją na samą myśl o tym, by w ogóle się do niego odezwać.
Przed wejściem zapukał dwukrotnie, by już po chwili, nie czekając, wejść do środka. Bez słowa zamknął za sobą drzwi, przyciągnął sobie krzesło, na którym zaraz usiadł i spojrzał na Averyn zmęczonym spojrzeniem, krzywiąc się przy tym nieco.
— Jak już mówiłem, jeśli chodzi o twój trening…
— Varren — powiedziała.
Spojrzał na nią zaskoczony. Może tym, że zmieniła temat, może tym, że w ogóle odważyła się do niego odezwać. Przez moment nie potrafił odpowiednio zareagować, dlatego dziewczyna zdecydowała się kontynuować.
— Będziesz udawał, że się nie znamy? — zapytała.
Milczał jeszcze kilka chwil, zanim zdecydował odpowiedzieć:
— Nigdy się nie znaliśmy.
Wpatrywał się w nią twardo. W końcu odwróciła spojrzenie, poddając się.
Zabolały ją te słowa. Nie potrafiła zebrać się w sobie, by powiedzieć coś jeszcze. Nie umiała znaleźć dość siły, żeby stawić mu opór. W co wierzyła? Bo chyba nie w to, że „ten” Varren nadal żył? Najwidoczniej i on odnalazł się w Akademii, ale w takim razie…
— Dlaczego? — zapytała ostro, dziwiąc się, ile siły znalazła w swym głosie. — Dlaczego zdecydowałeś się wziąć mnie pod swoją opiekę?
— Nie przechodziliśmy na „ty”, żołnierzu — zmienił temat.
— Varren! — fuknęła, zapominając na moment, z kim rozmawiała. — To przez ciebie tu jestem! — wyrzuciła nagle.
Przez ułamek sekundy wyglądał na zaskoczonego. Później na powrót jego twarz przybrała wyraz obojętności tak podobny do tego, który znała z białych, porcelanowych masek. Nie wiedziała, czy zraniła go tymi słowami, nie wiedziała, czy w ogóle można było zranić go w ten sposób.
— Nie zmieniaj tematu — wydusiła, czując, jak zaczyna brakować jej powietrza.
Varren zatrzymał spojrzenie na jej oczach, zaciskając nieznacznie pięści. Dziewczyna zaczęła się dusić, jeszcze bardziej blednąc na twarzy.
— Jesteś zwykłym śmieciem, nie będziesz mi mówić, co mam robić. Nic tu nie znaczysz, mogę zniszczyć cię w każdej chwili. — Magiczny uścisk osłabł nagle i Averyn natychmiast nabrała tchu. — Na razie zadowala mnie bycie twoim osobistym koszmarem. Wracając do treningów…
— Więc mnie zabij — mruknęła.
Zaskakiwała go jej zuchwałość. Nie skrócił jej o głowę tylko ze względu na… specjalne okoliczności, w jakich się znajdowali. Oczywiście Averyn mogła domyślać się jedynie pewnych faktów, podczas gdy w innych kwestiach błądziła zupełnie, na co po cichu liczył. Jeśli miała przeżyć, musiał ustawić ją do pionu i pokazać, gdzie jej miejsce – zahartować, żeby później umiała bronić się sama.
— Gdyby nie dużo papierkowej roboty, pewnie bym to zrobił — skłamał natychmiast.
Zacisnęła usta, opuszczając wzrok. Wiedziała, że nie mówił jej całej prawdy. Widziała przecież, jak zginęła adeptka, która utopiła się w beczce wody. Nikt nie wspomniał wtedy słowem o konsekwencjach, bo jej śmierć była tutaj statystyką, nie tragedią.
Nie miała siły na dalszą dyskusję. Nawet jeśli Varren, przynajmniej na razie, nie miał w planach zabicia jej, to zawsze mógł uprzykrzyć życie za każdy przejaw niesubordynacji.
Bladobłękitne oczy wymierzyły w niego nagle, jednak pozostały zupełnie bez wyrazu. Jakby w jednej chwili wyzbyła się wszystkich emocji, które nią targały. Nie przyznał tego, ale poczuł się dotknięty spojrzeniem tych ogromnych oczu. Wydawało mu się, że widział już kiedyś ten wzrok i wiedział, że nie zwiastowało nic dobrego.
Nie taką chciał ją pamiętać.
Skrzywił się, odwracając wzrok, a w myślach karcąc za to, jak głupią myśl dopuścił na moment do głosu. Nie było już przyjaźni, którą kiedyś ją darzył. Wiedział, że to zamknięty rozdział. Teraz łączyły ich stosunki czysto zawodowe – nieważne, co myślała sobie Averyn. Miał zadanie do wykonania. Musiał oddzielić od siebie wszystko to, co go rozpraszało.
— Każdego wieczora będziesz ćwiczyć ze mną dodatkowo walkę wręcz — oznajmił surowo. — Punkt dwudziesta druga. Będę karał cię za każde spóźnienie, rozumiesz? — zapytał spokojnie, jednak ton jego głosu kazał jej sądzić, że był śmiertelnie poważny oraz nie znosił sprzeciwu.
— Pytam, czy rozumiesz — powtórzył twardo.
— Rozumiem — potwierdziła od niechcenia.
— Rano Nair będzie ćwiczył cię w leczeniu — dodał. — Kairn jeszcze się nie określił, ma dużo własnych spraw, więc przygotuj się na to, że będziesz musiała z nim ćwiczyć wtedy, kiedy akurat będzie wolny. — Spojrzał na zegarek. — Za pół godziny masz stawić się na placu. Zobaczymy, ile przed tobą pracy.
Wyszedł. Miała ochotę zwymiotować. Nie potrafiła powiedzieć, czy bardziej nienawidziła siebie czy jego. To nie ten Varren, którego znała. Poza imieniem i nazwiskiem nie było w nim nic z człowieka, którego darzyła kiedyś bezgranicznym zaufaniem oraz sympatią. Westchnęła ciężko, przeczesując włosy.
Przez moment, gdy odważyła się powiedzieć o kilka słów za dużo, miała wrażenie, że rozbiła tę zimną maskę obojętności. Jakby zapomniał się na moment, pozwalając swojemu człowieczeństwu dojść do głosu. Z drugiej strony… Widziała wszystkie te blizny na twarzy. Musiał odebrać życie naprawdę wielu ludziom. Nie wiedziała, czy ktoś zabijający z tak zimną krwią byłby w stanie w choć niewielkim stopniu pozostać tym, kim był kiedyś.
Rozejrzała się po ciasnym pomieszczeniu. Niewygodne łóżko, mała szafka i drzwi prowadzące do własnej łazienki oraz okno z widokiem na morze. Wystarczyło, że jedna osoba stała w wolnej części pokoju i już brakowało miejsca, bo łóżko zajmowało lwią część przestrzeni. Właściwie Averyn i tak mogła mówić o sporych luksusach. Wcześniej obawiała się, że, jak to w wojsku, trafi do pokoju z kilkoma innymi osobami, ale tak się nie stało. Możliwe, że otrzymywali własne kwatery w celu podniesienia morale, a może Ilvan, planując budowę Akademii, miał inny cel.
Nawet nie potrafiła powiedzieć, kiedy przysnęła. Obudził ją odgłos zamykanych drzwi. Zerwała się więc do siadu, sądząc, że najpewniej zaspała na trening z Varrenem. Ku swojemu zaskoczeniu zobaczyła przed sobą Derena.
— Taka nieuważna? — zapytał cicho, przysiadając się do niej.
Wzdrygnęła się, chcąc odsunąć się od niego. Coś kazało jej uciekać.
Dopiero teraz mogła zobaczyć go bez maski. Krótkie, ciemne włosy sprawiały, że jego blada twarz wyglądała jeszcze bardziej upiornie niż w rzeczywistości. Z kolei oczy, bliżej nieokreślonego koloru – wyglądały na błękit wymieszany z brązem – wpatrywały się w nią pożądliwym wzrokiem. Przerażał ją, ale nie miała zamiaru dać tego po sobie poznać.
— Zła, że wszedłem bez pukania? — zapytał uprzejmym tonem, choć niewiele miało to wspólnego z prawdziwą życzliwością.
Rozejrzała się po pokoju. Sztylet znajdował się na małej komodzie, a miecz stał oparty o ścianę. Nie było możliwości, żeby dała rade sięgnąć choć jedno ostrze. Nie była nawet pewna, czy mogłaby mierzyć się z nim w ten sposób. Nie wiedziała, jak walczył Deren, więc nie potrafiła określić swoich szans w bezpośrednim starciu z nim.
Czuła się jak osaczone zwierzę. Czyżby los próbował zadrwić sobie z niej i ukrócić jej żywot jeszcze przed starciem ze starszym Arane? Samo to, że nadal siedziała, stawiało ją na przegranej pozycji. W końcu nie była w stanie wyprowadzić żadnego ataku.
Pochylił się nad nią, chcąc sięgnąć zapinek bluzy, ale odtrąciła jego rękę. Niedługo później poczuła, jak dłonie mężczyzny zaciskają się na jej nadgarstkach, by po chwili powalić ją na łóżko. Teraz nie mogła się już bronić.
Agresywnie docisnął jej plecy do chłodnego materaca, siadając nad nią okrakiem. Nawet nie zdążyła zareagować. Czuła, jak adrenalina w jej ciele szaleje gwałtownie, ale nie potrafiła wykorzystać tego w jakikolwiek sposób. Nadal była za słaba, by wyrwać się z jego uścisku.
— Coś nie tak? — zapytał troskliwie, gdy spróbowała się wyszarpnąć.
Splunęła na jego twarz, zapominając, że przez takie działania może pogorszyć swoją sytuację. Deren puścił ją na moment, by obetrzeć rękawem skórę.
W tym czasie Averyn rozpaczliwie rozglądała się po pokoju. Oczywiście mogłaby spróbować go uderzyć, ale nie chciała nawet myśleć o tym, jak komicznie musiałyby wyglądać jej słabe ręce wyciągnięte ku górze, starające się trafić w jego twarz, której nawet nie sięgały.
— Ty mała zdziro… — warknął i po chwili ciemność na moment spowiła jej oczy.
Nie potrafiła nawet dobrze zlokalizować kierunku, z którego nadszedł cios. Kolejny wyczuła jednak aż nazbyt dokładnie, uderzając głową o ściankę szafki. Dopiero teraz miała okazję przekonać się, że wyżsi rangą wojownicy wcale nie dostawali swoich posad bez powodu.
Szarpnął za brzeg jej ubrania, które rozerwało się natychmiast. Mężczyzna uśmiechnął się kpiąco i dotknął rany na klatce piersiowej Averyn opuszkiem palca. Kiedy tylko nie krępował jej dłoni, po omacku szukała czegoś, czym mogłaby walczyć. Dopiero, gdy kolejny raz uderzyła głową o stojący za nią mebel, spojrzała w górę, zdając sobie sprawę, że na blacie znajdowały się dwa pistolety. Nie odkładała ich przecież z pedantyczną dokładnością, dlatego istniała szansa, że jeden z nich mógł leżeć na brzegu. Gdyby tylko spadł i mogła go sięgnąć…
Nie zastanawiając się więcej, uderzyła głową w drewnianą deskę, sprawiając, że szafka zatrzęsła się cała. Tępy ból przeszył jej czaszkę, a Deren zaśmiał się głośno. Najwyraźniej nie miał pojęcia, do czego zmierzała. Uderzyła głową kolejny raz, kiedy mężczyzna, pozbywszy się jej bluzy, mocował się z koszulką. Wiedziała, że bawił się, przedłużając jej agonię. Gdyby chciał, rozerwałby bluzkę jednym szarpnięciem tak, jak zrobił to z bluzą.
— Tak spieprzyć robotę… — zaczął ze śmiechem. — Stworzyć taką pokrakę! — Tym razem krzyknął, zaśmiewając się nadal. — To cud, że przeżyłaś rozszczepienie kamienia!
Zamarła. Czy to było powodem, dla którego Varren…
— Ale zobacz… Spójrz na to, kim jesteś! Nikim, zerem — wyszeptał jadowicie, pochylając się ku jej twarzy. — Nie masz nawet dość sił, by się bronić! — ryknął, niemal dotykając jej nosa własnym. — Żałosna hybryda, która cudem nie zdechła na stole!
Kiedy odsunął się nieznacznie, uderzyła głową ostatni raz, tym razem z całej siły. Usłyszała, jak pistolet zsuwa się, spadając obok niej na łóżko. Deren, którego ręce zaciskały się na jej koszulce, gotowe rozerwać ją w każdej chwili, nie zdążył zareagować, kiedy sięgnęła broni, przykładając lufę do jego głowy.
Syknęła z bólu, gdy jego palce w nerwowym tiku wbiły się w zaszytą ranę powyżej piersi. Dłonie jej drżały, nie miała jednak zamiaru ani na moment pozwolić mu przejąć kontroli nad tym, co się działo.
— Nie zrobisz tego, nie umiesz zabijać — wyszeptał z uśmiechem.
Odbezpieczyła broń.
Uśmiech zniknął z jego twarzy ledwie na moment, tak samo, jak przez ułamek chwili zobaczyła zwątpienie w jego oczach. Bał się. Naprawdę się bał!
— Chcesz się założyć? — zapytała niemal bezgłośnie.
Zamknęła oczy, naciskając na spust.
Huk strzału wypełnił pomieszczenie, ogłuszając ją na kilka sekund. Bezwładne ciało Derena spadło, przygniatając ją do łóżka. Nie potrafiła złapać oddechu, a łzy same cisnęły się jej do oczu. Drżąc na całym ciele oraz czując, jak zbiera się jej na wymioty, zrzuciła z siebie trupa, który upadł bezwładnie na podłogę. Na suficie i ścianach znajdowała się krwista plama oraz ślad po naboju, który przebił na wylot czaszkę jej przeciwnika.
Samo pociągnięcie za spust wydawało się jej dość łatwe w porównaniu z tym, co czuła tuż po nim. Krew Derena była wszędzie. Na posadzce, na łóżku, innych meblach, na jej ubraniu i twarzy…
Odwróciła się na bok, łkając już bez przejmowania się tym, czy ktoś to usłyszy. Podciągnęła kolana pod brodę, wpatrując się w jedyną białą ścianę w pokoju. Nie spodziewała się tak wielkich konsekwencji, jakie spadły na nią, gdy zdecydowała się zabić. Właściwie nie wiedziała, czego powinna się spodziewać. Może i zabiła potwora, lecz potwór nadal miał twarz człowieka. Nieważne, ile razy mówiłaby sobie, że musiała tak postąpić – nie pomagało.
Ból w klatce piersiowej ponownie stał się nie do wytrzymania, ryknęła, zapominając, że w sąsiednich pokojach nadal byli adepci.
Czy to ważne? Zabiła oficera! Kara prędzej czy później musiała ją dopaść. Co z tego, że przeżyła, co z tego, skoro tym razem miała już nie uniknąć swego przeznaczenia?
— Co tu się… — drzwi otworzyły się, uderzając o stopy Derena i zatrzymując się na tej przeszkodzie.
Averyn schowała twarz w dłoniach. Niczym dziecko, bała się tego, co miało właśnie nastąpić i nie chciała na to patrzeć.
Varren stał w progu z rozchylonymi ustami, obserwując ciało swojego kompana. Zamrugał szybko, po czym spojrzał w stronę łóżka, na którym kuliła się drżąca dziewczyna. Pokonał dystans, jaki ich dzielił, jednym dużym krokiem i przysiadł na łóżku, podnosząc ją do siadu.
Spojrzała na niego z przerażeniem odciśniętym na twarzy, nadal częściowo zasłaniając głowę, jakby miało to zapewnić jej całkowite bezpieczeństwo. Odebrało mu mowę. Zerknął niżej, na to, co zostało z jej koszulki. Zamknął na moment oczy, by po chwili otworzyć je i spojrzeć na ciało Derena.
— Tak się kończy łamanie umowy — mruknął w końcu oraz westchnął ciężko. — Zabiłaś oficera — dodał ciszej, wpatrując się już w przestrzeń.
Jakby nie wiedziała!
Przetarł twarz dłońmi.
Co miał z nią zrobić? Takie wykroczenia nie mogły ujść na sucho. Nie adeptom. Musiał zaprowadzić ją do Ilvana i ubłagać go, by ją oszczędził. Tylko jak?

Varren stał z ciasno zaciśniętymi ustami, wpatrując się przed siebie, podczas gdy nogi Averyn zadygotały nagle i całkowicie odmówiły posłuszeństwa, sprawiając, że upadła na kolana. Dobrze, że wcześniej kontaktowała jeszcze na tyle, że nie musiał jej nieść. Teraz najwidoczniej nie zdawała sobie sprawy z tego, gdzie aktualnie się znajdowała i co się stało.
Ilvan przyglądał się tej żałosnej scenie, opierając się o rękę zgiętą w łokciu oraz ułożoną na podłokietniku. Czy naprawdę miał uwierzyć w to, że ta przerażona, pokraczna istota zabiła właśnie oficera? Skrzywił się. Faktycznie wyglądała na całą umazaną krwią, ale… Derena? Na pewno był silniejszy… Choć nie znaczyło to, że mądrzejszy. Westchnął głęboko.
— Wiesz, ile kosztuje nas wyszkolenie każdego oficera? — zapytał cicho.
— Wiem, Indari — odparł spokojnie Varren. — Jestem gotów wyłożyć na to własne pieniądze — dodał. — W końcu to moja adeptka…
— I tak wyłożyłbyś te pierdolone pieniądze, Varren — uciął. — Nie rozumiem, dlaczego tak zależy ci na jej przeżyciu. Ułaskawienie jednego adepta w takiej sytuacji może doprowadzić do buntu. Wystarczy ledwie iskra…
— Nie możemy zmarnować potencjału, jakim jest ta dziewczyna — tym razem to on przerwał Najwyższemu, wchodząc w ten sposób na bardzo grząski grunt.
— TO twoim zdaniem jest potencjał?! — ryknął tamten. — TO chucherko, które zaraz porzyga się ze strachu?! Ja tu widzę kupę gówna, nie potencjał, do kurwy nędzy!
Varren odetchnął i policzył w myślach do pięciu.
— Jest wielu lepszych kandydatów na stanowisko Derena — spróbował zmienić taktykę. — Jego wybór był moim błędem, przyznaję to. Osłabiał skład oficerski…
— Kurwa mać! Varren, czy i ciebie mam kazać wypatroszyć i udusić cię własnymi flakami?! Zginął OFICER, a ty chcesz, żebym UŁASKAWIŁ ADEPTA. Pozamieniałeś się z chujem na rozum?
Zacisnął pięści, nadal twardo patrząc przed siebie.
Musiał postawić wszystko na jedną kartę.
— Indari, nigdy wcześniej cię nie zawiodłem. Kairn był strzałem w dziesiątkę i…
Ilvan przewrócił oczami oraz uciszył Varrena gestem dłoni, a ten natychmiast zamilkł posłusznie. Indari również nie odzywał się, wpatrując się w drżącą Averyn. Varren zacisnął usta, podążając spojrzeniem za wzrokiem przełożonego. Dziewczyna wyglądała jak siedem nieszczęść, obejmując swoje słabe ciało ramionami i niewidzącym wzrokiem wpatrując się w posadzkę.
— Uważasz, że jesteś w stanie wyszkolić ją do poziomu Derena w ciągu najbliższych miesięcy? — zapytał w końcu Ilvan, tym razem mierząc spojrzeniem Varrena. — Nie mówię, że zostanie oficerem — uprzedził go jeszcze. — Pytam, czy jesteś w stanie.
Naharev wciągnął spory haust powietrza, zatrzymał na moment w płucach, by ostatecznie wypuścić je z cichym świstem. Mógł właśnie kopać sobie grób, a Ilvan tylko podawał łopatę.
Ale jeśli by zaprzeczył, jeśli…
— Oczywiście, Indari — zgodził się, odwracając głowę w jego stronę.
Nie mógł odwrócić wzroku. Nie teraz.
W końcu Ilvan skinął powoli głową, uśmiechając się przy tym paskudnie. Zgodził się, ale to wcale nie oznaczało, że Varren wyszedł z tego starcia zwycięsko.

Nie potrafiła zaprotestować, kiedy prowadził ją, ściskając kark. Nie powiedziała słowa sprzeciwu, mimo że kierował ją w zupełnie obce miejsce. Uniknęła śmierci. Mimo że zabiła oficera.
— Właź — nakazał, ale dziewczyna tępo wpatrywała się w drzwi. — Właź, do cholery jasnej… — warknął, naciskając klamkę, popychając drzwi, a później ją samą.
Wewnątrz unosiło się trochę papierosowego dymu, ale poza tym jego apartament wyglądał całkiem normalnie. Raczej nie spodziewała się po nim idealnego porządku, dlatego zgodnie z jej oczekiwaniami porozrzucane wszędzie ubrania – niektóre zwyczajnie brudne, inne porozrywane lub zakrwawione – walały się po salonie.
— Pokaż to — zażądał i podszedł do niej, najwyraźniej z zamiarem obejrzenia rany.
Posłusznie odchyliła brzeg rozdartej bluzy. Varren pociągnął ostrożnie za brzeg jej koszulki, a następnie przyglądał się przez chwilę rozcięciu, w końcu zaklął cicho, sięgnął po butelkę wódki stojącą na pobliskiej szafce i bez zastanowienia otworzył ją, pociągnął zdrowego łyka, a potem wylał resztę na ranę Averyn.
Dziewczyna syknęła z bólu, zastanawiając się, dlaczego Varren nie posłużył się magią, jeśli chciał jej pomóc.
— Ta rana musi zagoić się sama — wyjaśnił, jakby czytając w jej myślach. — A teraz przejdź do sypialni i weź czystą koszulkę. Nie mam zamiaru patrzeć, jak starasz się nie świecić cyckami, a nie wiem, ile czasu będziesz musiała tu spędzić.
Nie spojrzała nawet na niego i podeszła do drzwi, które jej wskazał. Nacisnęła klamkę, zamierając w tym samym czasie. Przez moment zastanawiała się nawet, czy Varren w ogóle otwiera okna w swoim apartamencie, miała bowiem wrażenie, że zaraz udusi się przez ogrom wszechobecnego dymu. 
Skrzywiła się na myśl, że pewnie i koszulka, którą miała sobie pożyczyć, będzie cuchnąć fajkami. Nie wiedziała, gdzie Varren trzymał czyste ubrania, więc postanowiła, że szybko i ostrożnie zajrzy do miejsc, w których mogłyby się znajdować. Wysunęła górną szufladę z niewielkiej komody i już chciała ją zamknąć, nie znalazłszy tam żadnej koszulki, lecz jej uwagę przykuła niewielka, odrobinę wygnieciona karteczka. Chwyciła ją w palce i zamarła. Trzymała w dłoni fotografię. Jedna ze znajdujących się na niej osób przypominała starszego Arane, młodszego o jakieś trzy, maksymalnie cztery lata. Uśmiechał się wesoło. Prawie nie poznała go przez sam inny wyraz twarzy.
Drugą osobą była dziewczyna. Z wyglądu podobna do nikogo. Averyn uśmiechnęła się na myśl, że kiedyś jej włosy miały taki sam kolor i zamarła. Uśmiech dziewczyny był idealnym odbiciem jej własnego. Nadal miał ich stare zdjęcie.
Słysząc, że Varren otwiera drzwi z drugiej strony, szybko zamknęła szufladę, wsuwając do niej uprzednio wyciągnięte zdjęcie.
— Zgubiłaś się tu, czy co? — zapytał ostro.
— Ja… — zaczęła nieskładnie, ale zupełnie nie wiedziała, co powinna powiedzieć. — Nie wiem, gdzie…
— Za tobą — burknął tylko i podszedł do szafki, stojącej dokładnie za nią. Leżał na niej stos czystych koszulek złożonych w kostkę. — Masz. — Wyciągnął w jej stronę rękę z ubraniem.
Musiała zbyt wiele czasu spędzić wewnątrz pokoju i wiedziała, że starszy Arane najprawdopodobniej domyślał się, że zajrzała gdzieś, gdzie absolutnie nie powinna. Mogła przysporzyć sobie dodatkowych kłopotów. I tak znajdowała się w… niezbyt korzystnej dla siebie sytuacji.
Kiedy wyszła, Varren rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie wydawało mu się, żeby dziewczyna próbowała grzebać w jego rzeczach. Dla pewności otworzył jednak pierwszą szufladę w szafce, przy której wcześniej stała Averyn i zamarł. Był w stu procentach pewny, że znajdujące się w niej zdjęcie leżało kolorową stroną do dołu. 
Tymczasem dziewczyna stała w łazience, przeglądając się w lustrze. Wodą zmyła trochę krwi, którą była wybrudzona. Rana powyżej piersi piekła nadal, ale nie tak bardzo jak wcześniej. Bez zastanowienia zrzuciła z siebie resztki bluzy i rozerwaną koszulkę, a tę ostatnią zamieniła na ubranie od Varrena i wróciła do salonu. Niestety, Arane już na nią czekał. 
— Co widziałaś? — zapytał ostro i ruszył w jej stronę. Strzępy poprzednich ubrań wypadły z jej dłoni, gdy się cofała, by w końcu zderzyć się plecami z zimną ścianą. — Odpowiedz — zażądał.
— Nic… — wydusiła w końcu, zdziwiona tym, z jaką łatwością wydobyła z siebie głos. Przecież wcześniej panicznie bała się przy nim odezwać. Podniosła wzrok i natychmiast zdała sobie sprawę z tego, co odbierało jej mowę. Wystarczyło jedno spojrzenie w jego oczy i miała wrażenie, że paraliż obejmuje ciało.
— Fotografia. Mówi ci to coś? — Zniżył głos do jadowitego szeptu.
— Szukałam koszulki, tylko zajrzałam… Naprawdę… Nie chciałam…
Varren westchnął ciężko, a potem odwrócił się i odszedł, pozostawiając ją pod ścianą. Usiadł na sofie, zakładając ręce na piersi. Nie odzywał się jednak i nie wiedziała, czy powinna już iść, czy może zapytać o możliwość spoczęcia naprzeciw niego.
— Nadal masz to zdjęcie — powiedziała cicho.
Zignorował ją, więc kontynuowała:
— Mnie odebrano je, gdy tylko…
— Skończ — przerwał jej nieco zachrypniętym głosem.
Do kieszeni spodni sięgnął po papierosa, odpalił go za pomocą magii i zaciągnął się mocno.
— Znajdź sobie nowych przyjaciół w Akademii — zakpił, nadal na nią nie patrząc. — Varren, którego znałaś dawniej, nie żyje — powiedział spokojniej.
Opuściła wzrok. Kłamał. Musiał kłamać.
— Gdyby faktycznie nie żył, nie targowałby się z Ilvanem o moje życie.
Przypomniała sobie, dlaczego tak właściwie znalazła się w tej niecodziennej sytuacji. Nogi ugięły się pod nią, oczy nabiegły łzami, aż wreszcie upadła, zatracając się w tej chwili słabości. Nie zwracała już nawet uwagi na to, że Varren był obok. Zabiła oficera, być może przyjaciela Arane i uszło jej to na sucho… Wszyscy ją znienawidzą – tego jednego była pewna.
— Spłacam. Dług — wycedził twardo.
Wypuścił trochę dymu z ust i spojrzał na nią z politowaniem. Wcześniej miał z nią przecież porozmawiać. Nie był tylko pewny, czy teraz był na to odpowiedni moment.
— Śmierć Derena była w zasadzie potrzebna — mruknął tylko, wpatrując się w przeciwległą ścianę. — Jeśli cię to pocieszy.
Averyn załkała donośnie.
— Zabiłam człowieka — prawie krzyknęła, dławiąc się łzami.
— Zabiłaś — potwierdził. — I jeśli chcesz przeżyć, zabijesz jeszcze wielu. Musisz się z tym pogodzić.
Nie odpowiedziała. Gdyby to było takie łatwe, jak mówił. Gdyby mogła tak po prostu zapomnieć o zbrodni, jakiej się dopuściła...
— Deren był dziwkarzem i zawsze pchał swoje jaja tam, gdzie nie powinien. Jego śmierć była kwestią czasu — wytłumaczył niespiesznie. — Zastanawia mnie tylko, co skłoniło cię do pociągnięcia za spust…
Milczała długo, nie potrafiąc odpowiedzieć na to pytanie lub nie umiejąc poradzić sobie z płaczem. A może jedno i drugie.
— Pomyśl o tym, dlaczego to zrobiłaś? Co cię motywowało? Przypomnij sobie.
Przez krótką chwilę miała wrażenie, że znowu, jak kiedyś, tłumaczył jej trudniejsze zagadnienie na korepetycjach, zmuszając do tego, by sama doszła do odpowiednich wniosków.
— Chciałam żyć… — wydusiła w końcu. — Chciałam… — Spojrzała na niego niepewnie. — Varren — powiedziała i odetchnęła głęboko, by nabrać pewności w głosie. — Zanim umarł, Deren… on mi powiedział.
Starszy Arane zacisnął powieki, ciskając w myślach setkami inwektyw pod adresem nieboszczyka.
— Nikt nie może wiedzieć — powiedział twardo.
— Wiem — odparła ciszej.
Przez chwilę milczeli. Zastanawiała się, czy teraz, kiedy w końcu na nią nie wrzeszczał, miała szansę na pociągnięcie tematu.
— Ale dlaczego tu jestem? I dlaczego ty tu jesteś?
Nie zwracał nawet uwagi na to, że znowu mówiła do niego po imieniu. W końcu zdecydował jednak na nią spojrzeć. Niestety, w jego oczach widziała jedynie swoje odbicie.
Musiał zmotywować ją do walki o życie. O to, by nie poddała się teraz, kiedy przedwcześnie, bez odpowiedniego przygotowania, bez zniszczenia osobowości oraz zbudowania jej na nowo, musiała zabić człowieka.
— Wstawaj — nakazał, samemu podnosząc się z sofy. — I podnieś gardę. Będę odpowiadał na jedno twoje pytanie za każdym razem, gdy naprawdę uda ci się mnie trafić.
Przez chwilę wpatrywała się w niego nieufnie, wietrząc podstęp. Nadal nie potrafiła pogodzić się ze śmiercią, którą – nieważne że słusznie – zadała, ale… tak bardzo chciała poznać odpowiedzi na nurtujące ją pytania. A on zgodził się, każąc jej w zamian dokonać czegoś z pozoru tak prostego.
Wstała powoli, zastanawiając się, czy naprawdę chciał walczyć w salonie. Widząc jednak, jak unosi ręce, osłaniając przy tym twarz, sama zasłoniła się przedramionami, zaciskając przy tym pięści.
— Nie będzie taryfy ulgowej, Averyn — powiedział szorstko.
Kiwnęła głową.
Nigdy nie dostała taryfy ulgowej. Dlaczego tym razem miałaby sobie nie poradzić?

11 komentarzy:

  1. „Przez moment nie potrafił poprawnie zareagować” – poprawnie czyli jak?
    „ile siły znalazła jeszcze w swym głosie” – teraz to brzmi, jakby ktoś za chwilę miał ukraść jej głos. Ogarnij to „jeszcze”.
    „Pocisk sięgnął swego celu.” – a jak miał nie sięgnąć, doktorze łopatologii, skoro przyłożyła mu pistolet do głowy?
    „zapytał w końcu Ilvan, tym razem celując spojrzeniem Varrena” – bo spojrzenie Varrena to karabin, który trzeba celować i Ilvan wreszcie to odkrył… xD
    „Z wyglądu podobna do nikogo” – taa, chciałabym zobaczyć tego nikogo, przecież to nie ma sensu.
    „Gdyby mogła tak po prostu zapomnieć o zbrodni, jakiej się dopuściła.” – to co? Takie jakieś nieskończone to zdanie, chociaż – jak na mój gust – zwyczajnie na końcu powinien stać wielokropek.
    „Przez krótką chwilę miała wrażenie, że znowu, jak kiedyś, tłumaczył jej gramatykę obcego języka na korepetycjach.” – to zdanie nie ma sensu, bo niby jak Averyn ma mieć wrażenie, że obecnie Varren tłumaczy jej gramatykę. Wspomnienio-porównanie leży.
    Ech, ostatni trochę mi się zaległości narobiło w Internetach, ale takie uroki końca wakacji, chlip, chlip. W każdym razie przybywam i wygląda na to, że nikomu nie odstąpię tego pierwszego zaszczytnego miejsca w komcianiu xD. Ogólnie powiem ci, że tym razem mam trochę uwag i tak gdzieś od połowy miałam wrażenie, że nie dopieściłaś tekstu jak w poprzednim rozdziale.
    Co ciekawe, po tym rozdziale, powiedziałabym raczej, że to Averyn raczej ma coś nie tak z psychiką. To, że upada akurat w gabinecie Ilvana wydawało mi się dziwne (bo niby dlaczego mięśnie miały jej odmówić posłuszeństwa?), a w dodatku jej rozmyślania na koniec. Trochę bawi mnie, że z jednej strony Averyn uparcie myśli, że zabicie człowieka było czymś złym, a z drugiej jednak uważa, że to była słuszna śmierć (zupełnie jakby miało znacznie, czy ktoś na śmierć zasługiwał czy nie… Poza tym chyba tylko hipokryta mógłby w ten sposób gadać, bo przecież nikt nie umie przywracać życia.). W ogóle to dochodzę do całkiem ciekawego wniosku, że Varren chciał wyciągnąć z Averyn odpowiedź, jakiej ona sama nie zauważyła lub nie chciała zauważyć. Mianowicie, że Averyn tak naprawdę zabiła Derena, bo jej zagrażał, bo wiedział za dużo. W końcu równie dobrze mogła nie ciągnąć za spust, gdy przyłożyła mu broń do głowy, wygrała i zabicie Derena było decyzją, nie koniecznością i nie samoobroną.
    Ciekawi mnie Dima, bo akurat o nim zupełnie nic nie wiem. Jak zauważyła Averyn faktycznie chłopak dużo wie, zdecydowanie za dużo jak na zwykłego adepta, a w dodatku coś ukrywa i domyśla się niebezpiecznych rzeczy. W końcu przyczepił się do Averyn nie bez powodu – wszyscy traktowali ją na początku jak jakąś pierdołę (czemu trudno się dziwić), ale on znalazł się w pobliżu i chyba nie przypadkiem. Albo po prostu jestem zbyt podejrzliwa i dałam się nabrać. W każdym razie w tej chwili obstawiłabym, że Dima ma coś wyciągnąć na temat Varrena (taka wtyka Ilvana coby zobaczyć, jak spisuje się jego zastępca).
    Jeżeli chodzi o magię, jej opis i wyjaśnienie Kairna, to powiem, że czegoś mi zabrakło. Chyba jakiegoś polotu, miałam wrażenie, że jesteś tym zmęczona i chcesz przejść dalej, chociaż nie zaprzeczę, że uśmiałam się z uwagi Kairna o zamykaniu oczu.
    Natomiast Deren to stara dobra świnia :P. Chyba serio musiał nie mieć rozumu, skoro wpadł na to, żeby dobierać się do Averyn mimo bezpośredniego zakazu od Varrena…
    Wszyscy w Akademii przeklinają – od najwyżej postawionych do tych najniżej i trochę mi się to już przejadło. Znaczy, kurczę, żeby chociaż ten Ilvan umiał jakoś się powściągnąć czy cokolwiek, ale nie – taka tradycja chyba. Urocze.
    Ha, ale teraz umiejętności Varrena są lepiej zakamuflowane, mnie ordynarne i to się chwali. Duszenie było całkiem ciekawe, ale ten paraliż wyszedł miodnie!
    Ach i zazdrośnica Livia! Dobra, ma babka pecha, ale to i tak całkiem zabawne, że ma jeszcze chęć być zazdrosną, przebywając w Akademii śmierci xD.
    Pozdrawiam i przepraszam za to, że w komciu wszystko jest nie po kolei.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy "Celując spojrzeniem Varrena" śmiechłam zdrowo. xD Chyba jakiś babol, bo miało być "mierząc" albo "celując w" i została miniabominacja pozbawiona formy.

      "z wyglądu podobna do nikogo" - yyy... ale tak się mówi. I dam sobie rękę uciąć, że nie tylko u mnie. Po prostu mówi się, że "z twarzy podobny do nikogo". I wsio.

      Co do wspomnień - poprawiłam, może trochę za bardzo strumień świadomości tam popłynął. No.
      Łopatologię wyrzuciłam (pewnie jeszcze nie raz to zrobię, mam z tym problem ._.).

      Jak widzisz, nikomu się z komcianiem nie spieszyło. xD

      Co do Averyn: dlaczego mięśnie odmówiły posłuszeństwa, niech ja posłużę za przykład (:P) po ciężkim dniu na wykopach, kiedy przerzuci się na łopacie ogrom ziemi, mięśnie są zmęczone, biorę talerz (pusty) wręce (obie) i talerz leci na podłogę, bo po prostu mięśnie zrobiły reset. Poważnie. Nie wiem, może jestem speszyl snołflejk, ale wątpię.

      Co do zabicia człowieka: Averyn myśli, że samo zabicie człowieka jest czymś złym (bo czymś dobrym na pewno nie jest), ale próbuje usprawiedliwiać (to kluczowe słowo :P) to zabójstwo tym, że przecież musiała to zrobić, że Deren był zły, że był groźny, mógł skrzywdzić kogoś jeszcze. Averyn próbuje wyprzeć to, czego się dopuściła. :P

      Dima będzie odgrywał dalej waaażną rolę, NOALENIEBĘDĘSPOILOWAĆ.

      Bo na co dzień większość ludzi też przeklina. Ale i tak wydaje mi się, że Varren mniej kurwuje i inni też nie tak jakoś znowu mocno. :P

      Co do magii: kurde, a chciałam jakoś to inaczej przedstawić, popracuję nad tym rozdziałem jeszcze. :C

      Usuń
    2. Słyszałam: „z wyglądu niepodobny do nikogo”, ale inaczej to nie… Może po prostu nie obiła mi się o uszy inna wersja? Cholewka wie.

      Ufam twojemu przykładowi, nie doceniłam zmęczenia Averyn ^^.

      I dobrze, że nie spojlerujesz :D.

      Bo Varen mniej kurwi, ale Ivan jakoś tak mnie zaskoczył. Spodziewałam się po nim czegoś innego (tym bardziej, że przeklinanie mocno zależy od środowiska, a mam wrażenie, że Ivan za bardzo nie zadaje się z szumowinami z Akademii, bo ma wyższe ambicje).

      Usuń
  2. Jaki zły rozdział… Weź, ja przez Ciebie znowu zaczęłam obgryzać paznokcie, nienawidzę Cię :P. Niby wiedziałam, że Averyn nie może umrzeć, bo jest główką bohaterką, ale jakoś tak… Zdenerwowałam się :P.
    A śmiercią Derena jakoś nie potrafię się przejąć :P.

    Coś Ci się w tym rozdziale rozpleniły powtórzenia :P
    Nie przyznał tego, ale poczuł się dotknięty spojrzeniem tych ogromnych oczu. Wydawało mu się, że widział już kiedyś to spojrzenie
    „Już po chwili poczuła, jak dłonie mężczyzny zaciskają się na jej nadgarstkach, by po chwili
    Czuła, że nie potrafiła złapać oddechu, a łzy same cisnęły się jej do oczu. Drżąc na całym ciele oraz czując
    „Faktycznie była umazana krwią, ale… Derena? Na pewno był silniejszy…”
    „kiedy prowadził ją, ściskając jej kark. Nie powiedziała słowa sprzeciwu, mimo że prowadził ją
    „którą miała sobie pożyczyć, będzie cuchnąć fajkami. Nie miała pojęcia”

    „Leżał na niej stos czystych bluzek złożonych w kostkę.” – skąd u Varrena damskie bluzki? xD http://sjp.pwn.pl/sjp/bluzka;2445236

    mogła zajrzeć gdzieś, gdzie absolutnie nie powinna. Mogła przysporzyć sobie”

    Hmmm, jedno mnie zastanawia – Averyn znała to zdjęcie, które Varren miał w szufladzie (mówi, że odebrano je jej, gdy przyjęli ją do Akademii), a mimo to sama siebie nie poznała, widząc je w tej szufladzie. Chodzi mi o to, czy nie powinna rozpoznać go od razu? Tak samo, jak poznaje się własne zdjęcia sprzed kilku lat :P.

    „— Spłacam. Dług. — wycedził twardo.” – tej kropki po „Dług” chyba nie powinno być?

    „Nadal nie potrafiła pogodzić się ze śmiercią, którą – nieważne że słusznie” – czy przed że nie powinien być przecinek?

    No dobra, po przeczytaniu końcówki już Cię tak bardzo nie nienawidzę :P. Jaki się Varren łagodny zrobił na końcu, choć próbuje trzymać fason :D.
    No i weź, niech on w końcu wywietrzy sypialnię, a fuj :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups, nie skopiowałam całego komcia z worda xD.

      Chciałam jeszcze powiedzieć, że Arne i Arane już mi się zaczynają mieszać xD.

      No i Seether <3.

      Usuń
    2. Poprawiłam wszystko, co się dało (czyli generalnie wszystko), poza, no właśnie: Arne w poprzednim rozdziale jest użyte poprawnie, a tutaj "nieważne że" jest w roli czegoś jak "chyba że/mimo że", więc chyba jest okej (ale pewna nie jestem, jeszcze dopytam).
      Z tego wszystkiego zaczęłam czytać kolejne rozdziały i w następnym znalazłam na telefonie literówkę, nie wiem, czy teraz ją wyłapię ;-; (ale się postaram).

      I, ugh, skoro twierdzisz, że Varren był tu miękki, pewnie się zaskoczysz w następnej części... :'D

      Usuń
    3. A, no tak, czepiłam się Arne, a tutaj dopiero zobaczyłam, że jednak jest różnica :P.
      Co do przecinków to sama pewności nie mam, nie są moją najmocniejszą stroną, dlatego w większości przypadków milczę xD.
      Spokojnie, gdzie by nie była ta literówka - znajdę ją :D.

      Zaskoczę w którą stronę? xD

      Usuń
    4. Ktoś musi. ; > (mam dziś zły dzień, bo się okazało, że pierwszego kwietnia sama spłatałam sobie psikusa i zamiast 8 rozdziału opublikowałam od razu 9 xD i dziś to skorygowałam, oba rozdziały w odpowiedniej kolejności wstawiłam, but THE DAMAGE IS DONE)

      Usuń
    5. O masz, i nikt nie zauważył? xD

      Usuń

Nie spamuj, bo Den ugryzie. Nie chcesz tego, prawda?

Obserwatorzy